wtorek, 19 czerwca 2012

Albania dzień 7, do Ksamil

Śniadanie (oczywiście omlet) i wyjazd (ok. 10) kierujemy się w stronę Sarandy, gdzie wstępujemy na kawę i dokupujemy LEKi. tym razem kurs lepszy: 137,7 Lek / 1 eur. 


Pokaż Dhermii - Sarande na większej mapie
Wymieniamy w banku bo kurs taki sam jak w kantorze, a jakoś pewniej. Co dziwne, w drugim banku kurs był  o wiele niższy 130/eur więc lepiej sprawdzić parę, zwłaszcza, że banki w Sarandzie (jak również i w Beracie) są skupione przy jednej ulicy. 


Po tej krótkiej przerwie ruszamy dalej, do naszego celu: Ksamil'u. Dojeżdżamy tam około 16:00. Miasteczko niepozorne gdzieś w oddali widać morze. Skręcamy w pierwszą lepszą uliczkę i dojeżdżamy nią do końca - jakieś bary. Idziemy się zapytać o nocleg. Po chwili jedziemy ze starszym panem, który ni w ząb nie gada w żadnym znanym nam języku. Pokazując rękami kierunki dojeżdżamy do domu, w którym ma kwatery. Są bardzo przestronne, schludne i jak się okazało bardzo tanie (20eur / dobę bez śniadania). Myśleliśmy, że im niżej na południe tym ceny będą wyższe, a tu takie zaskoczenie.... Malwina adoptuje sobie właścicieli - babcie-ciocię i wujka-dziadka. Po rozpakowaniu idziemy na rekonesans. Promenada kilkukilometrowa wzdłuż wybrzeża, bez możliwości wjechania autem, oświetlona lampami. Miła knajpka na szczycie, piękne widoki. Spotykamy grupę sympatycznych  Polaków z Zakopanego- umawiamy się na wspólne plażowanie. Idziemy do wcześniej znalezionej knajpki na obiad -> bardzo pozytywne zaskocznie, obsługa fantastyczna, jedzenie pyszne, a ceny niskie  (obiad dla 3 osób 25 eur).











Pokaż Sarande - Ksamil na większej mapie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz