Malwinka o dziwo nie zawiodła i obudziła nas o 6:15. Co dało nam dłuższy dzień, który wykorzystaliśmy na wycieczkę (samochodem) w góry. Pojechaliśmy do miasteczka Brod, które jest położone na zboczu góry, wygląda na nieruszone przez cywilizację i ma całkiem niezły hotel, tuż przy podejściu pod górę z widowiskowym potokiem.
Wspięliśmy się z Krzyśkiem jakieś 100m w górę (co zajęło nam z 1h) a potem wróciliśmy na obiad do hotelu.
Jako, że Krzysiek już tam wcześniej był, obsługa miała wyrobioną opinię o jego preferencjach kulinarnych i zamawianie poszło bez menu. Mi zamiast smacznego pstrąga dostała się jagnięcina (bo Malwinka nie zje rybki) która nieszczególnie mnie zachwyciła. Ale pstrągi (nota bene pływające w sztucznym strumyku, tak by jedzący mogli widzieć co zjedli) byly smaczne. Następnie powrót do Prisztiny i przygotowanie do drogi powrotnej do Polski. Planujemy wyjechać jeszcze dziś o 21:00.
Pokaż Prisztina do Brod na większej mapie








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz